piątek, 28 czerwca 2013

Bajki o życiu - recenzja i KONKURS


Autor: Małgorzata Dawid-Mróz
Wydawnictwo Manufaktura
Warszawa 2013
Liczba stron: 104





Cytat z książki
Wyruszasz. Nawet jeśli twój cel jeszcze nie majaczy we mgle, nawet jeśli jeszcze ci się nie objawił. Robisz to, bo w głębi serca masz tę pewność, choć sam nie wiesz skąd, że o wiele lepiej jest bez celu iść naprzód, niż bez celu zostać tu, gdzie jesteś. 
 (s. 14)
           


Zapraszam Was w podróż najdalszą z możliwych i najkrótszą jednocześnie – podróż do samych siebie. Przewodnikiem będą Bajki o życiu Małgosi Dawid-Mróz, książka choć niewielka, to bogata w znaczenia. Długo zastanawiałam się, jak o niej napisać, bo, jak pisze autorka, słowa „chodzą swoimi drogami, przywoływane nie zawsze przychodzą…” Cała trudność polega chyba na tym, że język Bajek o życiu jest piękny, poetycki, pełen metafor. I jak tu w takiej sytuacji pisać, gdy mój sposób pisania taki być nie potrafi, choć chciałby bardzo przynajmniej czasami… Spróbuję mimo wszystko za pomocą moich słów, prostych i konkretnych, zachęcić Was do tej bajkowej, ale jakże życiowej lektury.
Bajki o życiu z chęcią się tak po prostu trzyma w rękach i przegląda. Już samo to wystarczy, żeby poprawić sobie nastrój. Książka jest naprawdę świetnie wydana. Poza tekstem, zawiera zdjęcia, które doskonale ilustrują treść, a przy tym są po prostu piękne. Używając języka facebookowego: „lubię to”. 
Książka składa się z sześciu części, a w każdej z nich autorka zaprasza nas do przyjrzenia się jakiemuś aspektowi życia. Narzędziem, którego używa jest opowieść. Część pierwsza nazwana „w drodze”, określiłabym jako pieśń na cześć zamiany. Mój typ to bajka „O szczęściu i drodze”.
 W drugiej części możemy poprzyglądać się światu naszych emocji. Koniecznie przeczytajcie sobie „Bajkę o wrogu”. W trzeciej dotykamy sfery duchowej, możemy nawet poczuć muśnięcie skrzydeł anielskich. Część czwarta dotycząca macierzyństwa urzekła mnie najbardziej. Bliskie jest mi to rozdarcie między Matką i Kobietą, choć przecież jednością jesteśmy… Przez część piątą dla odmiany najtrudniej było mi przebrnąć. Mocno w niej pobrzmiewa moją ukochaną Biegnącą z wilkami  (od której zaczynałam tego bloga). I może to właśnie dlatego, przyznaję, coś mi nie pasowało. Kiedy przeczyta się Biegnącą, trudno znaleźć coś równie mocnego, do głębi poruszającego. Więc, żeby była jasność, moja trudność, to nie zarzut wobec Bajek o życiu. Myślę, że dla osób, które Biegnącej z wilkami nie znają ta część może być właśnie zachętą do nadrobienia zaległości. Jest jeszcze część szósta, krótka, ot na zakończenie.
Bajki o życiu to książka na refleksyjne wieczory. Jeśli jesteście obeznane z tzw. literaturą rozwojową”, może niektóre bajki wydadzą się Wam dość oczywiste, ale i to, co już wiemy warto sobie przypominać. Na pewno jednak znajdziecie też teksty, nad którymi zechcecie pomedytować. Dla tych, którzy rozpoczynają drogę samopoznania, książka ta może być rewelacyjnym początkiem. Na pewno zachęci do dalszych poszukiwań. I tu muszę napisać o tym, czego mi zabrakło. Autorka co prawda tłumaczy, że „nie sposób wymienić autorów książek i artykułów”, którzy byli inspiracją, mi jednak listy literatury brakuje. Gdy czytam książkę, która mnie zainteresuje, chcę iść dalej. Myślę, że podobnie ma sporo osób, a dla tych wspomnianych „na początku drogi” mogłoby być to tym bardziej cenne. Dlatego zwracam uwagę na ten mały brak, przy całej reszcie pozytywów. 
Tak sobie myślę, że Bajki o życiu to książka, którą warto zabrać na przykład w wakacyjną podróż. A nuż okaże się, że to podróż życia?

Za egzemplarz książki dziękuję autorce Gosi Dawid-Mróz, na której bloga Was zapraszam: Manufaktura Radości.

A teraz jeszcze jeden pozytyw na koniec: dzięki uprzejmości autorki mam dla Was jeden egzemplarz książki Bajki o życiu. Kto czyta tego bloga wie, że jestem wielbicielem świata baśni. Zadanie tego będzie więc dotyczyć. Napiszcie w komentarzu, jaka jest (albo była w dzieciństwie) Wasza ulubiona bajka, baśń, opowieść (nie wchodzę tu w rozważania nad terminami bajka –baśń, bo to nie rozprawa naukowa). A więc ulubiona bajka i powód owej sympatii – proszę wpisać w komentarzu pod tym postem. A żeby było sprawiedliwie i nie subiektywnie, to zdecyduje los. Spiszę Wasze imiona, nicki na karteczkach, a syna poproszę o wylosowanie (będzie zachwycony). Na komentarze czekam do końca przyszłej niedzieli, czyli 7 lipcaJ

11 komentarzy:

  1. nie mam ulubionej baśni z dzieciństwa, owszem lubiłam królową śniegu i ołowianego żołnierzyka. W dzieciństwie kochałam natomiast Plastusiowy Pamiętnik oraz Gumisie :-) Później bajki na Polonii 1 hahhaha :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Moje ulubione baśnie dzieciństwa to: (tytł dzisiaj brzmi nieco śmiesznie:)) "Baśnie Narodów Związku Radzieckiego". Jest to zbiór niezbyt długich, ale niezwylkle mądrych opowieści. Niektóre mają charakter nimalże biblijnych przypowieści o uniwersalnych wartościach; napisane przystępnym językiem; rewelacyjne dla dzieci, ale także dające moc refleksji dorosłym... Polecam!!!! Nie mogę się doczekać kiedy moje dzieci będą wystarczająco duże, by im je poczytać!:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja ze wzruszeniem wspominam baśnie J.Ch. Andersena, np. o Kaju i Gerdzie, dziś czytam je z moją córką, ale wciąż mnie zachwyca swoją prostotą, metaforyką i prawdą "Mały Książę"A. Saint - Exupery.

    OdpowiedzUsuń
  4. Rodzice nigdy nie czytali mi bajek...byli przekonani ,że nakarmione i ubrane dziecko to szczęśliwe dziecko, w TV nie było bajek. Kiedy nauczyłam się czytać i dostałam od sąsiadki moją pierwszą książkę "Kopciuszek"zakochałam się w tej bajce i czytałam ją kilka razy. Pamiętam jak dawkowałam sobie kartki, po jednej najwyżej dwie codziennie i tak przez wiele ,wiele tygodni.Czytałam tą książkę każdej swojej nowej lalce, czytałam ją swoim dzieciom i bardzo bym chciała wnuczkom ją przeczytać. Mam tego "Kopciuszka" do dziś ma ponad 40lat ,jest lekko powycierana ,ale nadal dla mnie ważna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybym mogła prosić Cię o podanie imienia:) A co do Kopciuszka, to jest to piękna baśń, wbrew pozorom bardzo budująca.

      Usuń
    2. Mam na imię Jola.

      Usuń
  5. ah te baśnie... potrafią przenieść w inny świat, chociaż na chwilę pozwolić oderwać się od rzeczywistości, chociaż gdyby nie dzieciaki, to nie wiem czy bym je dzisiaj czytała :)
    nie wiem czy była to moja ulubiona, ale na pewno najbardziej zapadła mi w pamięć to baśń o syrence Andersena. czytałam ją najczęściej, czasem płacząc nad smutnym losem tego baśniowego stworzenia, pomstując jakie to życie jest niesprawiedliwe.

    @ansa - dzięki za przypomnienie, też kiedyś czytałam baśnie rosyjskie (z tamtego regionu bynajmniej), na pewno spróbuję je odszukać

    OdpowiedzUsuń
  6. Bajka "Heidi"... urocza, ciepła , niesamowita, bo taka "wiejska".. Przyjaźń dziewczynki z jej dziadkiem, który nie jest przyjaznym człowiekiem, zmienia go niesamowicie. W dodatku przebywanie wśród kóz i alpejskich gór. Książka nie tylko dla dzieci, ale również dla dorosłych czytelników.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogę prosić o imię? Pozdrawiam

      Usuń
    2. Moje imię to Elżbieta.

      Usuń
  7. W dzieciństwie najbardziej lubiłam "Piotrusia Pana". Gdy byłam małą dziewczynką historię Piotrusia czytały mi mama i babcia, a teraz ja czytam ją mojej córeczce, pomimo, że jest jeszcze mała i nie rozumie tego, co czytam ;). W historii tej podobało mi się wiele rzeczy: dzieciaki latające po niebie, walki Piotrusia Pana z Kapitanem Hakiem, Nibylandia- kraina, w które jest się wiecznym dzieckiem. Czasami fajnie byłoby chociaż na chwilkę w takiej Nibylandii się znaleźć:)

    Pozdrawiam
    Ania

    OdpowiedzUsuń