środa, 2 października 2013

Wychowanie przez czytanie - recenzja i KONKURS

Autor: Irena Koźmińska, Elżbieta Olszewska
Wydawnictwo Świat Książki
Warszawa 2010
Liczba stron: 320





Cytat z książki
…problem sprowadza się nie do tego, jak zmotywować dziecko do czytania, ale jak do czytania dziecku… zmotywować RODZICÓW!  (s. 65))
           





Nie wyobrażam sobie świata bez książek. Choć statystyki mówią jasno, że większość Polaków nie czyta, a sama stykam się co rusz z osobami, którym z książką jest nie po drodze, to i tak myślę sobie, że to po prostu niepojęte i trudno mi odejść od oceniania, że strasznie puste i smutne musi być takie bez-książkowe życie. Niech mi wybaczą wszyscy nie-czytacze! No ale oni przecież nie czytają tego bloga…
Czytanie dzieciom też wydaje mi się oczywiste, choć przecież oczywiste nie jest. Tym bardziej teza, że jest to doskonała „metoda wychowawcza”  nie znajduje się w zbiorowej świadomości.  Z zainteresowaniem przeczytałam książkę Wychowanie przez czytanie autorstwa Ireny Koźmińskiej (założycielki i prezesa Fundacji "ABCXXI - Cała Polska czyta dzieciom") i Elżbiety Olszewskiej (dyrektora programowego Fundacji). Często i gęsto przytakiwałam czytanym treściom. Książka przekonuje mnie podobnie, jak idee i działania Fundacji. Nie mam żadnych wątpliwości: warto czytać dzieciom, codziennie, im wcześniej zaczniemy i im później skończymy (w odniesieniu do wieku dziecka),  tym lepiej.
Książka zawiera szereg konkretnych wskazówek dotyczących czytania dzieciom, co dla zagubionych rodziców może być bardzo pomocne. Można przeczytać o tym, kiedy zacząć czytać, jak czytać, jak wybierać odpowiednie książki. Jest co nieco o specyfice wychowywania chłopców i o tym, jak czytanie może pomóc w ich wychowywaniu. Autorki przytaczają wyniki badań potwierdzających pozytywny wpływ czytania. Sporo dowiemy się o negatywnym wpływie spędzania dużej ilości czasu przed telewizorem czy komputerem. Znajdziemy też spis polecanych lektur do czytania dzieciom z podziałem na kategorie wiekowe. Jednym słowem 320 stron wartościowych treści! 
Czy miałam jakieś „ale”? Tak, przy tych wszystkich pozytywach, które wymieniłam, były fragmenty, gdzie trochę mi coś zgrzytało. Początkowo trudno było mi to „coś” nazwać. O co chodzi, stało się dla mnie jasne, gdy przeczytałam dlaczego według autorek lepiej nie czytać dzieciom Baśni braci Grimm. Tutaj już miałam mocne poczucie jednostronności przedstawianych faktów, a „próba psychologicznej interpretacji” osobowościowych problemów Bettelheima wręcz mnie poraziła. No i trochę to brzmiało tak, jakby za treści z Baśni braci Grimm odpowiedzialny był Bruno Bettelheim! Myślę, że jednoznaczne odrzucanie baśni, które są dziedzictwem kulturowym i niosą wiele wspierających w rozwoju treści nie jest uprawnione. Oczywiście ja również nie jestem obiektywna, bo akurat należę do zwolenników baśni i cenię sobie wkład Bettelheima w psychologii, choć niekoniecznie zgadzam się ze wszystkim, co twierdził. Uogólniając, mój zarzut do Wychowania przez czytanie to przedstawianie przez autorek niektórych ich poglądów jako prawdy obiektywnej  bez uwzględnienia szerszego kontekstu interpretacji, czyli pewna wybiórczość w prezentowanych argumentach i odwołaniach do teorii psychologicznych.
Mimo tego, uważam książkę za bardzo wartą przeczytania i zastosowania, bo niesie w mojej ocenie wiele cennych treści. Przede wszystkim autorki naprawdę zachęcają do czytania dzieciom i pokazują jak to robić w praktyce. Przemawia zresztą za nimi jednoznacznie dzieło Fundacji. Nie da się przecenić tego, co dzięki kampaniom promującym czytanie dzieciom już zmieniło się na lepsze. A pewnie jeszcze się zmieni, bo Fundacja działa nadal.

Za egzemplarz książki bardzo dziękuję Fundacji "ABCXXI - Cała Polska czyta dzieciom" - działowi Rodzinne Czytanie.
Przy okazji chcę was zachęcić również do odwiedzania stron Fundacji, zarówno tej głównej – KLIK, jak i strony Rodzinnego Czytania. Znajdziecie tam między innymi Złotą Listę książek, które warto czytać dzieciom oraz Przewodnik po Dobrych Książkach, gdzie sukcesywnie dodawane są wartościowe nowości wydawnicze i wiele innych cennych dla czytającego rodzica informacji.

Dzięki uprzejmości Fundacji mam dla Was zachętę do wdrażania idei czytania dzieciom. Dla jednej osoby mam egzemplarz książki Wychowanie przez czytanie oraz płytę z filmem Jak kochać dziecko?, dla dwóch kolejnych płytę. Napiszcie w komentarzach o waszych doświadczeniach czytania dzieciom: czy czytacie, czy macie jakieś swoje rytuały czytania i przede wszystkim co czytacie. Może sobie wzajemnie podpowiemy, co warto czytać. Podajcie swoję imię lub nick. Na komentarze czekam do czwartku 10 października. Po tym czasie wybiorę najciekawsze według mnie komentarze. Zapraszam do komentowania i życzę powodzeniaJ

12 komentarzy:

  1. Dziękuję za wyczerpująca recenzję, akurat mi przydatną:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytamy:) Codziennie:) Nasz rytuał: czytanie w łóżku przed snem. Czasem 5 minut, bo oczka się małe zamkną, czasem pół godziny, a lektura przerywana jest rozmową. Dla mnie to cudowne chwile bliskości, "nasz" niepodważalny czas w ciągu dnia. Nie wyobrażam sobie "za karę" nie czytać dziecku, bo chyba dla mnie to by była jeszcze gorsza kara niż dla niego!
    Co czytamy? Z 5,5-latkiem ostatnio Misia Paddingtona, Muminki, cała serię związaną z II wojną światową, czyli : Asiunia, Zaklęcie na W i inne, A u nas w domu czyli opowieści dzieci fabrykanta (z racji zamieszkania;) ), Linnea w Ogrodzie Moneta-ulubiona!!! Hej, czy jest tu kto? Cudowną podróż Edwarda Tulana, Dzieci świata Wojciechowskiej......A ze starszakiem (lat 11) na topie ostatnio Wszystkie lajki Marczuka i Tajemnica człowieka z blizną.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytamy!
    Sama czytam od kiedy pamiętam, wiec oczywiste jest że jako mama zaczęłam czytać o dzieciach i dziecku.
    Mój Jane ma niecałe 3 lata i otoczony czytaniem jest do tego stopnia, ze sam już czyta (literuje i składa proste wyrazy - dość, żeby przeczytać wspólnie "Psotnego Franka" z serii "Czytam sobie" albo książeczki "To ja Ci mamo poczytam" - mama dumna, ale co najważniejsze synuś nad książką też szczęśliwy;).
    A czytam mu i z nim chętnie i dużo. Mieliśmy smutny bezksiążkowy okres gdy podczas karmienia na tyle rozpraszał go odgłos przewracanych stron, że musiałam na parę miesięcy mocno hamować się w zapędach przedwczesnego wprowadzenia czytania na głos i sama ograniczyć swoje lektury, ale od kiedy zainteresował się książeczkami kartonowymi - lawina ruszyła :) Mama "molica", ciocia bibliotekarka, babcia nauczycielka - wszystkie staramy się dostarczać małemu regularnie pożywkę dla wyobraźni. Ale najważniejsze, że spędzamy nad książką czas wspólnie - komentujemy ilustracje, zastanawiamy się nad motywacją bohaterów, tworzymy własne dalsze ciągi...
    Z serii książek bez słów, które potrafią zbudować niesamowite porozumienie najważniejszą jest dla nas "Lato na ulicy Czereśniowej" - również inne z tej serii dla smyków <3 lat bardzo polecam! Poza tym świetnie bawiliśmy się też przy oszczędnej w słowa "Jest tam kto?"
    Początkowo sama zarządzałam czas na wyciszenie i czytanie, teraz ku mojej radości to Janek przychodzi z książką i prosi, żebyśmy razem poczytali :) Częściowo listę lektur mojego malucha można podejrzeć tu: http://mamajanka.blogspot.com/p/jankowa-biblioteczka.html
    Na razie pod względem stymulacji prawidłowego rozwoju psychologicznego nie jest chyba imponująca (chociaż tu ważną pozycją może być "Piękna i mądra bajka o troskach zająca Grajka" o przyjaźni i współpracy, a w kwestii utrwalania pozytywnych zachowań książki G. Kasdepke - min. "Ostrożnie" (czytane już) i "Bon czy ton.." (za jakiś czas), może "Zimowa noc" - w podtekście o tym, że dobro do nas wraca...)
    Nie czytamy przed snem, bo (podobnie jak u mnie) pora zamknięcia oczu może odsuwać się wówczas w nieskończoność, ale za to czytamy:
    - zaraz po przebudzeniu (najczęściej wierszyki dla dzieci - Brzechwy, Tuwima - w małych książeczkach, bo te najłatwiej J. przynieść do łóżka:)
    - w podróży i przed podróżą (tu bardzo polecam np "Jadę tramwajem i Poznań poznaję", a w Beskidzie Śląskim "Przygody Kacperka..")
    - po obiedzie (zamiast drzemki, ale na spokojnie - żeby się ułożyło - na przykład "O Doboszu..")
    - w przerwie w zabawie i w razie jakichkolwiek pytań (głównie o pojazdach encyklopedie typu "Fantastyczny świat maszyn", "Ciekawe dlaczego..." ewentualnie "Ekspres polarny", albo zależnie od chwilowej fascynacji - o zwierzętach, roślinach, geografii)
    A przede wszystkim czytamy przytuleni - oby jak najdłużej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę się wtrącić...Odradzam bardzo Kasdepke. Bardzo schematyczne podejście. A już Bon ton to w ogóle porażka, teksty o tym, jak się babcia wstydzi zachowania wnuczka...Mnie osobiście porażają i unikam czytania dzieciom tak oceniających książek...

      Usuń
  4. Otoczyłam dzieciaki książkami od pierwszych tygodni życia, czytałam, literowałam starszej (teraz 6-cio latce) jak tylko wykazała zainteresowanie otoczeniem. Częściowo było to spowodowane naszą samotnością na obczyźnie i zwyczajnie brakiem zajęć, a częściowo łatwością zajęcia, a także naciskiem na naukę języka, im szybciej tym lepiej, a córcia chciała oglądać i słuchać powtarzanych bez końca kwestii - to jest duży czerwony ptak, a to jest mały zielony ptak - i dwie ilustracje ptaszysków! Chyba do końca życia będę to pamiętać :)

    Czytamy historie głównie przed snem - to chwila na wyciszenie i rozmowy i pytania podczas czytania. Młodszy często zasypia, ale Starsza może słuchać bez końca. Czytamy to co mamy, głównie to co można znaleźć z necie i formie epubów - bajki z blogów, wiersze Tuwima, Brzechwy, Konopnickiej, Chotomskiej, Zarębiny, przygody kaczki Katastrofy i spółki, przeczytaliśmy Karolcię i Witaj Karolciu, moją ulubioną książkę z dzieciństwa; przez wiele miesięcy czytaliśmy baśnie Grimmów i Andersena, a także przygody Sindbada :) W planie mam AA Milea i Kubusia Puchatka.
    W ciągu dnia zaś przebój stanowią dostarczane przez Babcię Przyrodniczkę bogato ilustrowane atlasy przyrodnicze (dla szkoły podstawowej), książki o zwierzętach, roślinach, robactwu wszelkiemu i inne naukowe publikacje.
    Cieszę się, że dzieciaki słuchają z zainteresowaniem i mam nadzieję, że sami też będą czytać, oby jak najwięcej.

    OdpowiedzUsuń
  5. My również czytamy - mama i tata, swoim chłopakom.
    Zaczęliśmy czytać synom wcześnie, ale wbrew pozorom początki nie były łatwe, nie wiedzieliśmy co czytać więc zaczęliśmy od tego co jest w domu. Wygrzebaliśmy "Baśnie" Andersena i Króla Maciusia I, sam tekst na początku nie miał wielkiego znaczenia, chodziło nam o to by nawiązać bliski kontakt z naszym malutkim wtedy synkiem, dać mu poczucie bezpieczeństwa i bliskość rodziców.
    "Zadanie" czytania na początku powierzyłam Tacie, który w tamtym okresie długo pracował. To był jego czas dla synka, na zabawę i czytanie oczywiście wieczorne po kąpieli, uspokajające i kojące. Dzieci rosły i nasze książki się zmieniały w obrazkowe do zabawy, krótkie do czytania i zabawy.
    Później wgryzałam się w temat i poznawałam cudowne wydawnictwa i ich książki. Odkryciem okazał się "Babo chce" i inne Zakamarkowe książki, seria o Panu Kłapie, Mamoko, seria "Poczytaj mi mamo" z nie do pobicia opowiadaniem "Co w rurach piszczy", "Naciśnij mnie", "Bardzo głodna gąsienica" i wiele wiele innych.
    Brałam książkę do szpitala i czytałam synkowi, na urlop do babci, na dłuższą podróż samochodem, zawsze była i nadal jest dla nich najlepszą zabawą i wspaniałym sposobem na wspólne spędzenie czasu.

    OdpowiedzUsuń
  6. Zapraszam Cię serdecznie do akcji "Przeczytaj i podaj dalej" :)
    http://ryszawa.blogspot.com/2013/10/zachecam-do-zabawy-cheryl-strayed-dzika.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za zaproszenie. Akcja bez wątpienia świetna. Jeśli zdążę, to dołączę, choć może być trudno, bo ostatnio czas nie chce się rozciągać:) pozdrawiam:)))

      Usuń
  7. Jestem mamą dwóch chłopców w wieku 3 lata i 1 rok. Ze starszym synem czytaliśmy od pierwszych miesięcy życia i udało nam się wzbudzić w nim zainteresowanie książkami, dlatego z młodszym synem postępujemy w ten sam sposób. Zaczynaliśmy od książeczek 'twardych' z kolorowym, wyraźnymi ilustracjami, które czasem skupiały uwagę dzieci, a czasem nie, jednak nie zniechęcało nas to. Nie zawsze czytaliśmy to, co akurat było napisane na danej stronie, tylko pokazywaliśmy jakiś szczegół i sami dopowiadaliśmy jego historię. Z czasem dzieci same pokazywały coś na ilustracji i wtedy opowiadaliśmy o tym, na co akurat dziecko miało ochotę. Myślę, że w naszym przypadku również częste pobyty na wsi przyczyniły się do zainteresowania syna czytaniem, ponieważ kupowaliśmy książki o tematyce wiejskiej, żeby po powrocie do miasta mógł wracać do tego, co zobaczył i poznał na wsi. Książki o zwierzętach wiejskich, o gospodarstwie itp.
    Kiedy starszy syn miał około półtora roku dostał w prezencie książkę Juliana Tuwima 'Lokomotywa i inne wiersze' i stała się ona jego ulubioną książką na długi czas. Czytaliśmy wiersze po kolei, a z czasem syn zaczął sam kartkować książkę i wybierać te utwory, które chciał czytać. Z częstego 'samodzielnego' czytania książka uległa miejscami sporym uszkodzeniom, ale na szczęście posklejana, podreperowana służy do dziś. Dzisiaj starszy syn ma już sporą kolekcję książek, ale nie wszystkie jemu odpowiadają, ma swoje zdanie przy wyborze książki i najczęściej wybiera: Pinokia, Trzy świnki, 101 Dalmatyńczyków, wiersze Tuwima, Przygody Bolka i Lolka, Mikołajka oraz Gęboluda Roksany Jędrzejewskiej-Wróbel. Czytamy dużo, z pewnością więcej niż 'zalecane' 20 minut dziennie. Najczęściej dzieci czytają ze mną, ponieważ mąż pracuje, ale niektóre książki syn zostawia z zamiarem przeczytania 'jak tatuś wróci z pracy'. Dłuższe bajki i opowiadania czytamy, kiedy młodszy syn śpi lub przed snem. Krótkie bajki czytamy wspólnie-ja i dwóch synów-o dowolnej porze, kiedy któryś z chłopców sięgnie po książkę. Półki z książkami są w zasięgu ich rąk, młodszy syn swoją kolekcję 'twardych' książeczek ma na niższej, starszy na wyższej półce, więc przez cały dzień chłopcy mają do nich dostęp. Młodszy syn również wykazuje już szczególne zainteresowanie kilkoma wybranymi książkami: Zwierzęta domowe czy książeczki z serii Obrazki dla maluchów. Mamy nadzieję, że młodszy syn doceni już w niedalekiej przyszłości książki i czytanie podobnie jak starszy :)
    Książek mamy dużo, czytamy dużo, książki z nami podróżują, uczą, bawią i zbliżają nas do siebie.
    Myślę, że ważne przy rozbudzeniu u dzieci miłości do książek, do czytania jest również to, żeby dzieci widziały czytających rodziców...

    OdpowiedzUsuń
  8. Oooo, Booogi, milo spotkać znajomą twarz :)

    OdpowiedzUsuń
  9. :) bardzo dobra inicjatywa..pamiętam jak rodzice na dobranoc czytali mi różne książeczki..teraz sama czytam swojej bratanicy, jednak po jej rodzicach widzę, że często nie mają czasu spokojnie usiąść z dzieckiem i książką, bo ciągle praca, dojazdy, obiady i przed wszystkim - zajmowanie się jeszcze młodszym dzieckiem...ciężko dzisiaj znaleźć chwilkę:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, jest wiele konkurencyjnych aktywności, gdy się jest rodzicem. Jednak, gdy się dzieci nauczą, że wieczorne czytanie to stały punkt dnia, to już nie odpuszczą... Tak jak moje :-) A co do czytania młodszym i starszym, to ja czytam coś dla jednego i coś dla drugiego, a słuchają oboje. Pozdrawiam:)

      Usuń