czwartek, 19 września 2013

Rozmowy z Karolcią czyli coaching przy herbacie

Autor: Maciej Bennewicz
Wydawnictwo Studio Emka
Warszawa 2013
Liczba stron: 324





Cytat z książki
Dostawcami kreatywności, zmiany, nowych poglądów, a także technologii są w naszych rodzinach najczęściej dzieci. Nasi  naturalni coachowie.  (s. 17))
           





Już dawno myślałam o tym, że „coś z Bennewicza” warto by może poczytać i Wam o wrażeniach z lektury napisać. Jako, że mam syna Karola i córkę Karolinę, to padło na ten tytuł, bo już siłą skojarzeń brzmiał pozytywnie. W świecie coachingu nazwisko Macieja Bennewicza znane jest szeroko i nie bez powodu, bo niewątpliwie ma on wiele do powiedzenia, a tym, co mówi, potrafi pobudzić neurony odbiorcy. W świecie blogowym również jest to postać znana. Blog przez niego prowadzony odwiedzany jest z taka częstotliwością, że tylko pozazdrościć…
Bennewicz pisze obrazowo, błyskotliwie i robi to, co dobry coach czynić powinien, zaprasza czytelnika w podróż ku większej świadomości siebie, ku zmianie na lepsze. Czym jest „lepsze”-  zapytacie? A odpowiedzcie sobie sami! Zdefiniujcie cel podróży, Wasze „lepsze”. Rozmowy z Karolcią to sposób na wyprawę, która jest wysiłkiem i odpoczynkiem jednocześnie, gdzie trud dostarcza radości, gdzie można uruchomić poważną refleksję i zdrowy humor. Warto zaparzyć sobie dobrą herbatę i zasiąść do lektury. Nadchodząca jesień nastraja do tego idealnie.
Na książkę składa się cykl rozmów na „życiowe tematy” wujcia (autora) i Karolci (uosobienia dziecięcej kreatywnej, zadającej pytania, natury). Uczynienie główną bohaterką ośmioletniej dziewczynki to dla mnie główny atut Rozmów z Karolcią. Z tego powodu polecałabym tę książkę wszystkim rodzicom, a szczególnie tym, którym trudno znieść dociekliwość małych Pytalskich. Autor pokazuje nam, że warto dzieci traktować poważnie, wsłuchiwać się w to, co mówią i to, czego powiedzieć nieraz nie potrafią. To doskonała lekcja uczenia się od dzieci. Sama się zastanawiam, ileż to już razy uciekałam na wagary zamiast z takich lekcji udzielanych mi przez syna skorzystać. Ech...! 

poniedziałek, 9 września 2013

Wola sensu


Autor: Viktor E. Frankl
Tłumacz: Aleksandra Wolnicka
Wydawnictwo Czarna Owca
Warszawa 2010
Liczba stron: 256





Cytat z książki
Logoterapia uczy, że nawet tragiczne i negatywne aspekty życia, jak na przykład nieuniknione cierpienie, mogą zamienić się w triumf ludzkiego ducha, pod warunkiem ze przyjmiemy odpowiedni stosunek do sytuacji, w której się znaleźliśmy.  
(z okładki)
           



To czas, gdy zadaję sobie nie mające prostych odpowiedzi pytania. Nie łatwy czas pytań o sens… Na szczęście są książki Viktora Frankla, bardzo sensowne książki! Dziś chcę napisać o jednej z nich, choć o kolejnych z dużym prawdopodobieństwem za czas jakimś też co nieco tu będzie. Wola sensu to lektura dla poszukujących sensu i dla tych, którzy pomagają innym odnaleźć ich sens. W książce tej Frankl przedstawia, jak głosi podtytuł, Założenia i zastosowanie logoterapii. Choć autor pisze naprawdę fascynująco, to myślę, ze ta akurat książka, sprawdzi się przede wszystkim u osób pomagającym innym. Tak więc dedykuję ten wpis tzw. pomagaczom (niekoniecznie tylko psychologom czy psychoterapeutom). Mam nadzieję, że pozostali czytelnicy bloga mi wybaczą J Jak już wspomniałam, będzie na tym blogu o twórczości Frankla więcej. Postaram się wtedy przybliżyć tego wybitnego psychoterapeutę również osobom, które czytają książki psychologiczne przede wszystkim w ramach rozwoju własnego.
Po tym przydługim wstępie „tłumaczącym się” przechodzę do Woli sensu. Myślę, że warto krótko wyjaśnić, czym jest logoterapia, bo spotkałam się już z tym, że osoby, które słyszą o Franklu jako twórcy logotearpii po raz pierwszy, myślą, że to jakiś logopeda. Wyjaśniam więc, że logoterapia to szkoła psychoterapii zaliczana z reguły do nurtu egzystencjalizmu. Jest jednak ważne założenie w koncepcji Frankla, które odróżnia ją od większości szkół egzystencjalnych, a mianowicie płynące z niej pozytywne przesłanie o człowieku i życiu. Frankl podkreśla, że ważne jest nie tylko skupienie na pojęciu bycia (ontos), ale na logos, czyli, w jego tłumaczeniu, sensie (stąd nazwa logoterapia). Jego system terapeutyczny opiera się na trzech koncepcjach, wzajemnie ze sobą powiązanych: koncepcji wolnej woli (mamy wybór), woli sensu (człowiek dąży do poczucia sensu) i koncepcji sensu życia (życie ma sens, dla każdego niepowtarzalny, trzeba go „tylko” odkryć).

niedziela, 1 września 2013

W głębi kontinuum

Autor: Jean Liedloff
Tłumacz: Cezary Urbański
Wydawnictwo Mamania
Warszawa 2010
Liczba stron: 186





Cytat z książki
Gdy w pełni rozpoznamy konsekwencje tego, jak traktujemy niemowlęta, dzieci, samych siebie i innych, gdy nauczymy się szanować prawdziwą naturę naszego gatunku, z pewnością odkryjemy, że mamy w sobie niesłychany potencjał radości.  (s. 186)
           





Oto książka, której nie mogło zabraknąć na tym blogu. Długo zbierałam się do recenzji, ale nie mogłam jakoś napisać jej tak od razu po przeczytaniu. To, co przeczytałam pracowało we mnie w swoim rytmie i musiało dojrzeć do nazwania słowami. Nadal pewne treści pozostają dla mnie otwarte do dalszych rozważań, weryfikacji, prób odniesienia do tego, czego doświadczam w swoim życiu, co obserwuję u innych. Zresztą, to chyba książka, której nie da się tak po prostu przeczytać „na chłodno”, a potem odłożyć na półkę i zapomnieć.  No chyba, że ma się wyjątkowo silne mechanizmy obronne…
W głębi kontinuum to zdecydowanie lektura dla każdego rodzica, któremu zależy na dobru swojego dziecka. Nawet jeśli może nie za wszystkim łatwo się będzie zgodzić, znać po prostu należy i kropka! Ostrzec muszę, że książka nie jest najłatwiejsza w odbiorze. Absolutnie nie jest to sympatyczny poradnik dla zagubionych mam. Jean Liedloff przedstawia czytelnikowi swoją koncepcję wychowywania dzieci (choć wychowywanie nie jest tu najlepszym słowem), którą nazywa koncepcją kontinuum. Na jej poglądy wpływ wywarło życie wśród Indian z plemienia Yequana, kiedy to miała okazję nie tylko obserwować, ale i uczestniczyć w ich życiu, „życiu zgodnym z naturą” można by powiedzieć. To, co pisze przeczy poglądom, że nie istnieje coś takiego jak instynkt macierzyński. Może po prostu nie dopuszczamy go do głosu? Autorka namawia nas do posłuchania swojego wewnętrznego głosu w relacjach z sobą, innymi ludźmi, a przede wszystkim z własnymi dziećmi. Na marginesie warto dodać, że W głębi kontinuum to początki nurtu rodzicielstwa bliskości na Zachodzie.