sobota, 1 października 2016

"Macierzyństwo bez Photoshopa", czyli cała prawda o ciele matki




 
Wydawnictwo Sensus
HELION (dziękuję)
Autorzy: M. Dawid-Mróz, D. Smoleń, K. Ogórek i inni
Gliwice 2016
Liczba stron: 120




Będąc trochę młodszą niż dziś mamą i jeszcze młodszą blogerką pisałam o e-booku Macierzyństwo bez lukru wydanym w ramach charytatywnego projektu pod tym samym tytułem. Nie szczędziłam wtedy pozytywów. Bez wątpienia była to dla mnie lektura osobiście wyjątkowo cenna. Poczułam się włączona do grona matek nieidealnych, kochających, ale i  zmęczonych, czasem sfrustrowanych, a nawet (o zgrozo!) z nutką zazdrości spoglądających na koleżanki nie-matki.

Projekt Macierzyństwo bez lukru, a w najnowszej odsłonie, również „bez Photoshopa”, realizuje dwa cele. Środki ze sprzedaży służą rehabilitacji chorego na rdzeniowy zanik mięśni Mikołajka. To cel bardzo konkretny, ważny. Jest jednak i druga funkcja, jaką spełnia ta akcja polskich blogerek. Macierzyństwo bez lukru wyciąga pomocną dłoń do polskich matek, jakże często realizujących (lub przynajmniej chcących realizować) swoje macierzyństwo w wersji „Matka Polka”. Daje szansę na zweryfikowanie tego pomysłu (uff, co za ulga!) i urealnienie wymogów rodzicielstwa. W żaden sposób, co warto podkreślić, nie odbiera to wartości macierzyństwu. Raczej tą wartość nawet podkreśla poprzez pokazanie, że macierzyństwo jest wymagające, zawiera w sobie dylematy i kompromisy.

Macierzyństwo bez Photoshopa to już czwarta edycja projektu. Tym razem doczekała się wersji papierowej, na dodatek opatrzonej w fotografie autorek. W centrum znalazło się ciało – ciało matki. Wokół tego toczą się rozważania autorek oraz autorów. Tak, tak - autorów – bo wypowiedziało się też trzech panów. Wypowiadający się w tej publikacji dzielą się przemyśleniami, doświadczeniami. To zdecydowanie bardziej lektura do refleksji niż poradnik z zestawem dobrych rad.

Przeczytajcie koniecznie, jeśli czujecie, że coś nie gra w medialnym obrazie macierzyństwa, gdzie „matki są wymuskane, szczupłe i promienne, a dzieci czyste i uśmiechnięte”. W Macierzyństwie bez Photoshopa obraz nie jest tak jednorodny. Jest zdecydowanie bardziej prawdziwy. Szczególnie cenne jest zebranie w ramach jednej książki różnych, naprawdę bardzo różnych, sposobów na przeżywanie zmian swojego ciała w związku z ciążą, porodem, karmieniem. Jest szansa, by w tych opowieściach znaleźć siebie i może, popijając dobrą herbatę, powiedzieć swojemu ciału „dziękuję”.

Drogie Piękne Mamy, w Wydawnictwie czekają na Was dwa egzemplarze Macierzyństwa bez Photoshopa. Dajcie znać w komentarzu pod tym postem, że chcecie przeczytać. Koniecznie podajcie swoje imię lub nick. Maszyna losująca w postaci łapek dwóch sprawców zmian w moim ciele dokona wyboru zwycięskich komentarzy.
Czekam do soboty 8 października włącznie.

P.S. Życie pisze scenariusze… Już miałam publikować ten post, tylko jeszcze co nieco posprzątać chciałam. Chwilę później w przybrudzonym dresie, absolutnie bez Photoshopa (i bez makijażu) pędziłam na pomoc doraźną, a potem do dwóch kolejnych szpitali, z dzieckiem, które wpadło na pomysł włożenia sobie klocka lego do nosa. Wszystko dobrze się skończyło. Ostatecznie spotkania z laryngologią córka chyba źle wspominać nie będzie, bo pan doktor działał sprawnie i na dodatek miły był. A ja nadal w dresie, tym samym, dochodzę do siebie.



7 komentarzy:

  1. Chcę przeczytać - Gosia

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo chcialabym przeczytac, tym bardziej ze jestem mama dziecka z dysfunkcja rozwojowa. Agnieszka P.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo chciałabym przeczytać :). Magda J.

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo bardzo bardzo chcę przeczytać ..... zabiegana mama Joanna G.

    OdpowiedzUsuń
  5. Lektura dla mnie...Karolina Auguścik

    OdpowiedzUsuń
  6. Chętnie przeczytam☺Lidia H.

    OdpowiedzUsuń
  7. Książka jest na pewno warta przeczytania. Jeśli będę miała taką możliwość na pewną ją sobie zakupię. Czekam na kolejne wpisy i pozdrawiam :)!

    OdpowiedzUsuń