Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dla dzieci i młodzieży. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dla dzieci i młodzieży. Pokaż wszystkie posty

piątek, 7 grudnia 2018

"Sen Alicji czyli jak działa mózg", czyli rusz głową (i mózgiem)!


Autor: J. Vetulani, M. Mazurek,
Ilustracje: M. Wierzchowski
Wydawnictwo Mando WAM
Kraków 2017
Liczba stron: 74

Kiedyś zafascynowała mnie neurobiologia. Jeszcze w szkole na biologii te małe co nieco o układzie nerwowym było dla mnie najciekawsze ze wszystkiego, czego się na biologii uczyliśmy. Na studiach słynne, straszące niektórych po nocach,  BMZ-ty (dla niewtajemniczonych „biologiczne mechanizmy zachowania”) dla mnie były po prostu fascynujące. Potem była neuropsychologia równie przeciekawa. Z własnej nieprzymuszonej woli wczytywałam się w teksty z obszaru psychoneuroimmunologii. I choć nie wyspecjalizowałam się w tym kierunku, to współbrzmienie ciało – psychika – duch pozostaje mi bliskie i prawie zawsze dam się naciągnąć na dyskusję w tym temacie… 

niedziela, 28 maja 2017

"Inwazja. Magiczne drzewo", czyli cudowna zachęta do samodzielnego czytania




Autor: Andrzej Maleszka
Wydawnictwo Media Rodzina
Poznań 2016
Liczba stron: 448
Wiek czytelnika: 7-10 lat




Seria Magiczne drzewo czeka już długo na swoje miejsce na tym blogu. A bardzo na nie zasługuje, oj bardzo! Piszę na przykładzie ostatniej wydanej części, ale polecam zdecydowanie całą serię. Właściwie to poleca mój syn, bo to jego fascynacja sprawiła, że kolejne książki trafiały do naszego domu i były wręcz połykane w tempie naprawdę ekspresowym. Pierwsze tomy czytałam mu ja. W kolejnych zaczął podczytywać co nieco sam, najczęściej po kilka razy te najbardziej ulubione fragmenty. 

Inwazja to jednak książka, która przejdzie do naszej rodzinnej historii. To pierwsza samodzielnie przeczytana książka przez mojego syna. Należy dodać, że przeczytana dosłownie w kilka dni, a rozmiary ma niemałe. Niezmiernie mnie ucieszyła ta „inwazja” na słowo pisane. Ziarno czytelnictwa zostało zasiane. Wygląda na to, że rośnie kolejny obywatel, który nie będzie statystycznym Polakiem, bo polubił czytanie.

środa, 11 stycznia 2017

"Przytul mnie", czyli o sile dobra według Nicka Vujicica





Autor: Nick Vujicic, Ignatius Ho 
Przekład: M. Małecka
Wydawnictwo Studio Emka
Warszawa 2016
Liczba stron: 88
Wiek czytelnika: od ok. 5 lat


„Osiem inspirujących lekcji Nicka Vujicica, opartych na prawdziwej historii jego życia, których twoje dziecko nie powinno przegapić” – tak brzmi doprecyzowanie tytułu książki. Nick Vujicic, znany mówca motywacyjny, człowiek który urodził się bez rąk i nóg, tym razem niesie swoje przesłanie dzieciom.

Nie do końca się z powyższym rozwinięciem tytułu zgadzam. Tak, to świetna książka dla dzieci, warto, aby się z nią zetknęły. Jednak przede wszystkim nie powinni jej przegapić rodzice i nauczyciele. Choć Nick opisując swoje dzieciństwo w domu i w szkole mówi do dziecka, to bardzo jasno wybrzmiewa to, co może być cenne dla dorosłych.

Drogi rodzicu czy przyjmujesz inność swojego dziecka? Być może po prostu jego indywidualność, ot na przykład to, że jego temperament nijak się ma do Twojego, że jego pasje nie przystają do Twoich? A może trudno Ci zaakceptować swoje dziecko z jego niepełnosprawnością, chorobą? To książka dla Ciebie, wspierająca, dająca nadzieję, wskazująca kierunek.

sobota, 6 sierpnia 2016

"Pan Kuleczka. Marzenia", czyli o niecodziennej codzienności




Autor: W. Widłak 
Ilustracje: E. Wasiuczyńska
Wydawnictwo Media Rodzina (dziękuję)
Poznań 2016
Liczba stron: 48
Wiek czytelnika: 3-6 lat



Seria o Panu Kuleczce doczekała się siódmego tomu. Warto było czekać. Dla mnie to wielki powrót do świata przesympatycznych bohaterów stworzonych przez Wojciecha Widłaka. Od opisywanego dziś tomu Marzenia wracam do poprzednich części czytanych swego czasu z synem. Tym razem głównym odbiorcą jest córka, ale syn całkiem ochoczo uczestniczy w czytelniczych wieczorach z kaczką Katastrofą, psem Pypciem, muchą Bzyk-Bzyk i oczywiście Panem Kuleczką.

To już ponad trzy lata temu pisałam o Panu Kuleczce nie szczędząc zachwytów. Nie będę się powtarzać co do mojej opinii na temat całej serii. Odsyłam do recenzji sprzed lat. Pan Kuleczka czeka na czytelników, pozostaje aktualny, ponadczasowy. To lektura dla chłopców i dziewczynek, dla rodziców i dla dziadków. Treść koi nerwy, uczy zatrzymania na niecodziennej codzienności. Balsam dla duszy zagonionego rodzica. Tak, to powtarzający się wątek przy moich opisach lektur dla dzieci. Przyznaję się, czerpię korzyści dla siebie. Uwielbiam czytać moim dzieciom książki, o które one same się dopominają i tak cudownie protestują na koniec czytania, a które jednocześnie są chwilą relaksu, tudzież refleksji, dla mnie.

sobota, 6 czerwca 2015

Muminki - seria 9 książek




Autor: Tove Jansson
Przekład: Teresa Chłapowska
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Warszawa
Wiek czytelnika: od ok. 5 lat





Dawno już nie polecałam żadnej książki dla dzieci, choć nie mogłabym przestać czytać dzieciom, nawet gdybym chciała. Rytuał wieczornego czytania jest święty. I w sumie dobrze, bo inaczej, czasem pewnie zwyciężyłoby zmęczenie minionym dniem, korciłoby, żeby pójść na łatwiznę i zapodać bajkę w wersji „bez rodzica”. Na szczęście dla moich dzieci nie ma takiej opcji.

Przez ostatnie miesiące towarzyszą nam Muminki. Teraz, gdy już nastał czas dziewiątego tomu, mogę się wypowiedzieć, co myślę o owych stworzonkach. Gwoli ścisłości, muszę dodać, że najważniejszym sędzią literatury dla dzieci jest mój syn, choć i córka zaczyna pretendować do tej roli. Sędziowie to surowi i nie jest łatwo zasłużyć na ich łaskę! 

Muminkom się udało. Przyznaję, że były takie momenty, gdy zastanawiałam się dlaczego. Książki wypożyczamy z biblioteki. Mamy do dyspozycji wydanie dość już starszawe, z nielicznymi czarnobiałymi rycinami. Sama treść też momentami wskazuje na to, ze upłynęło trochę czasu od kiedy powstała.  Warto wiedzieć, że pierwsza część Małe trolle i duża powódź została opublikowana w 1945 roku. 

wtorek, 29 kwietnia 2014

A ja jestem Polak mały, moim krajem jest świat cały

Autor: Eliza Piotrowska (tekst i ilustracje)
Wydawnictwo Czarna Owieczka
Warszawa 2013
Liczba stron: 32
Od ok. 5-7 lat






Cytat z książki
Ojczyzna to taki duży dom, w którym mieszczą się różne inne domy. Ten dom to kraj. 
(s. 6)
           






Polska? Ojczyzna? Patriotyzm? Obywatel świata? Jakie znaczenie mają te słowa? Jak je tłumaczyć dziecku? Przyznać się muszę, że dość często zaskakują mnie dziecięce pytania, tak proste, konkretne, że aż nie znam na nie odpowiedzi… Nagle okazuje się, że to, co przyjmowałam jako oczywistość, oczywiste nie jest, jeśli tylko ową „oczywistość” doprawię szczyptą refleksji podarowanej mi przez pytające dziecko. Dziecko, dodajmy, jest pewne, że udzielę mu rzetelnej, prawdziwej odpowiedzi. Uff, nie jest łatwo!
Przewidując czas trudnych pytań w związku z majowymi świętami, postanowiłam uprzedzić fakty. Zasiedliśmy do lektury drugiej w naszym repertuarze książki Elizy Piotrowskiej. Poprzednia, Żółte kółka,  była prawdziwym hitem wieczornego czytania. Z tymi pozytywnymi skojarzeniami zaproponowałam książkę A ja jestem Polak mały, moim krajem jest świat cały. Nie zawiedliśmy się, choć muszę przyznać, że Żółte kółka trudno przebić.
No, ale „do brzegu”, jak mawiają! Dla kogo i o czym jest ta książka? Autorka wprowadza młodego czytelnika w świat pojęć wymienionych przeze mnie powyżej w sposób niebanalny, a przede wszystkim interesujący, ubarwiony ilustracjami i, co najważniejsze, rozszerzający horyzonty patrzenia na tematykę patriotyzmu, polskości w najlepszym tego słowa znaczeniu. Pięknie jej filozofię oddaje zdanie: „Im więcej wiemy o świecie, tym więcej możemy dać własnemu krajowi”. Tak właśnie jest. Polak mały Elizy Piotrowskiej uczy czytelnika o szerokim świecie i jakoś tak działa, że miło o sobie powiedzieć: jestem Polakiem, jestem Polką.

piątek, 17 stycznia 2014

BAŚNIE POLSKIE. Cudowna studzienka


Redakcja: Joanna Papuzińska
Ilustracje: Elżbieta Wasiuczyńska
Wydawnictwo Media Rodzina
Poznań 2013
Liczba stron: 388
Wiek czytelnika: od ok. 6-7 lat


Cytat z książki
Wędrując przez świat baśni, czujemy, jakbyśmy się przedzierali przez gęsty las, jego splątane gałęzie i korzenie. Na końcu tej leśnej ścieżki czeka na nas królewska korona, piękny rycerz albo księżniczka, niezmierzone bogactwa, uratowane królestwo… (s. 363)



Cudowny jest ten las baśni, piękny, tajemniczy, niezmiernie kuszący, dający wytchnienie, czasami trochę przerażający, czasem niełatwy do przebycia, ale jakże niezbędny, by poczuć kontakt z naturą… Bo czytanie baśni to kontakt z… sobą, z prawdą o ludzkiej naturze, z prawdą o sobie.
Po raz kolejny zapraszam Was, a wraz z Wami być może również Wasze dzieci, do świata baśni, tym razem naszych, polskich. Nawet, jeśli macie poczucie, że polskie baśnie znacie, warto sięgnąć po to właśnie wydanie. Książka zawiera 20 opowieści wybranych przez Joannę Papuzińską, niekwestionowany autorytet w dziedzinie literatury dziecięcej. Prawdziwy „smaczek” to wersje baśni, które proponuje nam Papuzińska. Właściwie przeprowadza nas przez wieki polskiej literatury. Możemy przeczytać na przykład baśń   O królewnie czarodziejce w wersji Józefa Ignacego Kraszewskiego, O Zajączku sprawiedliwym Adolfa Dygasińskiego albo Legendę o Smoku ze Smoczej Jamy według Wandy Chotomskiej. Jest też Gustaw Morcinek, Jan Kasprowicz, Henryk Sienkiewicz, Roman Zmorski i wielu innych, a wraz z nimi piękne opowieści.
I cóż, jak to często bywa, to co jest plusem, może też być minusem. Jako, że baśnie w wyborze Papuzińskiej pochodzą z różnych okresów czasu, różny jest też ich język. I z jednej strony, plus, bo oto możemy poobcować z piękną polszczyzną, również tą sprzed lat. Jednocześnie, minus, bo takie wersje baśni, czynią je raczej niedostępnymi dla młodszego czytelnika.

środa, 20 listopada 2013

Jedno oko na Maroko


Autor: Tomasz Kwaśniewski
Zdjęcia: Anna Bedyńska
Wydawnictwo Czarna Owieczka
Warszawa 2013
Liczba stron: 64
Wiek czytelnika: od 4 lat







Cytat z książki
Ta książka jest również o tym, żeby nie bać się pytać. W ogóle żeby nie bać się ludzi. Bo oni nie gryzą  
(s. 1)
           





Pamiętam scenkę rodzajową rozgrywającą się w kościele. Wyglądało to mniej więcej tak:
- Dziecko radośnie: Mamo, mamo! Dlaczego ten pan (tu następuje wskazanie palcem) nie ma wcale włosów?
- Matka z zażenowaniem: Ciiichooo.
- Dziecko głośniej: No, ale mamo, dlaczego on nie ma włosów???
- Matka sycząc: Masz być cicho! Bądź wreszcie cicho!
            Niestety Maluch nie dowiedział się dlaczego szacowny pan siedzący ławkę przed nim jest łysy. I pewnie wielu innych rzeczy, mniej lub bardziej odstających od tzw. normy, też się nie dowiedział. Nie on jeden. Ile razy słyszeliście jako dzieci, że nie wypada zadawać pewnych pytań, że lepiej nie patrzeć? Ile razy być może sami ulegliście zażenowaniu, gdy Wasze dziecko zadało „niewygodne pytanie”?

wtorek, 29 października 2013

Jesień liścia Jasia

Autor: Leo Buscaglia
Przekład: Ewa Wojtych
Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne
Gdańsk 2011
Liczba stron: 46
Wiek czytelnika: od 5 lat






Cytat z książki
Jesień to czas, kiedy liście przeprowadzają się do innego domu. Niektórzy nazywają to umieraniem 
 (s. 28)
           





Wiele słyszałam o książce Jesień liścia Jasia, bardzo wiele pozytywów! To pozycja, która weszła do kanonu książek przybliżającym dzieciom tematykę śmierci i umierania. W podtytule czytamy, że jest to Opowieść o życiu dla małych i dużych. W pełni się z tym zgadzam. To książka również dla osób dorosłych. Bo także dla nas dorosłych przecież często nie jest oczywiste, że śmierć jest częścią życia. I chyba przede wszystkim dorosłym, bez cienia żadnych wątpliwości, polecam lekturę Jesieni liścia Jasia, szczególnie w kontekście zbliżających się świąt listopadowych. Jeśli chodzi o dzieci, to na pewno nie jest to lektura do samodzielnego czytania. Książka wymaga, według mnie, mądrej obecności dorosłego.
Najpierw przeczytałam historię liścia Jasia sama, dopiero potem czytałam synowi.  Gdy czytałam sama byłam zachwycona głębią treści, sposobem przekazu, a także pięknym wydaniem. Opowieść ubarwiają zdjęcia przyrody i oczywiście liści w różnych porach roku. Książkę bierze się do rąk z przyjemnością, chciałoby się przerzucać kartki w tę i z powrotem.
Gdy czytałam z dzieckiem, pojawiły się we mnie inne emocje. Poza zachwytem książką, pojawiło się poruszenie, coś zaczęło ściskać za gardło. Może zadziałało czytanie na głos, może to że wspólnie z dzieckiem, które żywo przeżywało historię Jasia. Jedno jest pewne, był to czas ważny zarówno dla mnie, jak i dla syna.  

piątek, 14 czerwca 2013

Smocze opowieści


Autor: Dagna Ślepowrońska
Ilustracje: Aneta Krella-Moch
Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne
Sopot 2009
Liczba stron: 72
Wiek czytelnika: od ok. 5 lat
  






Cytat z książki
Dawno, dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma rzekami żył sobie smok Kocanka, który bardzo łatwo się wzruszał . (s. 5)         





Jest taki etap w rozwoju, kiedy dzieci uwielbiają smoki i dinozaury. Mogą bez końca przewracać kartki z ilustracjami dinozaurów i słuchać opowieści o smokach. W te zainteresowania świetnie wpisują się Smocze opowieści Dagny Śleopwrońskiej. Książka ta spodoba się dzieciom, bo opowiadane historie są ciekawe, zabarwione poczuciem humoru i przede wszystkim zanurzone w dziecięcym rozumieniu świata. Rodzice też będą ukontentowani, bo książka ma walor terapeutyczny, uczy wyrażania uczuć, radzenia sobie z emocjami, a tego przecież rodzice chcą nauczyć dzieci, choć nie zawsze wiedzą jak to zrobić.
Autorka jest psychologiem, terapeutką rodzinną i autorką książek dla dzieci. Swoją wiedzę wykorzystała tworząc bohaterów Smoczych opowieści. Kolejne rozdziały to przygody smoków, o często wiele mówiących imionach, borykających się z problemami, które nieobce są w większej lub mniejszej mierze każdemu dziecku. Mojemu synowi szczególnie przypadł  do gustu smok Ciemnota, który potrzebował oświecenia, żeby zobaczyć że świat nie jest jego wrogiem oraz szukający przyjaźni Tymianek. Mnie urzekły przygody płaczliwego smoka Kocanki i strachliwego Osiki.
Warto przeczytać dziecku wszystkie opowieści, choć możemy też wybrać smoka odpowiedniego do sytuacji, jaką przeżywa dziecko. Ważne tylko, aby nie zepsuć wymowy historii „rodzicielskim marudzeniem”. Autorka tak skonstruowała książkę, że naprawdę nie trzeba już wyjaśniania, dopowiadania, chyba, że dziecko samo dopytuje.  Piszę o tym, bo sama wiem, jaka to pokusa, żeby zadbać, aby dziecko „dobrze zrozumiało”, to co mu czytam. Niech rozumie tak, jak chce! 

piątek, 5 kwietnia 2013

Seria "Czytam sobie" 1


Tytuły:
Psotny Franek (autor: Agnieszka Frączek, ilustracje: Joanna Rusinek)
Kto polubi trolla? (autor: Zofia Stanecka, ilustracje: Jona Jung)
Sekret ponurego zamku (autor: Wojciech Widłak, ilustracje: Diana Karpowicz)
Wydawnictwo Egmont
Warszawa 2012
Liczba stron: 32
Wiek czytelnika: 5-7 lat








Cytat z książki
Teraz Alojzy jest wesoły.
           






Gdy przeglądam statystyki odsłon stron bloga, to widać wyraźnie, że recenzje książek dla dzieci (choć ich tutaj tak niewiele) cieszą się dużą popularnością. Idąc więc za zapotrzebowaniem czytelników, będę co nieco o dobrej literaturze dziecięcej napomykać. Tym bardziej, że czytam tego sporo, chyba nawet więcej niż książek dla siebie…
Jeśli macie dzieci, które przymierzają się do nauki czytania, to ten post jest wlaśnie dla Was. Chcę Wam bardzo polecić serię książek Czytam sobie, którą na rynek wypuściło Wydawnictwo Egmont. Są to pięknie wydane książeczki wspierające dziecko na różnych etapach nauki czytania. Możemy wybrać książkę z trzech poziomów. Pierwszy nosi nazwę „składam słowa” (tytuły wymienione wyżej), drugi „składam zdania”, a trzeci „połykam strony”. Szczegółowo, a nawet bardzo, bardzo szczegółowo, znam poziom pierwszy, bo te właśnie książeczki czytamy z synem. Mogę jednak spokojnie polecić całą serię, bo naprawdę sprawia wrażenie przemyślanej. Powstała zresztą przy współudziale nie tylko znanych twórców literatury dziecięcej, ale również metodyków.
Najważniejsze jest niewątpliwie to, że fabuła opowieści, które znajdziemy w książeczkach, jest dla dzieci interesująca, wciągająca i często zabawna. Piękne są ilustracje, które są kolorowe, a jednocześnie niosą za sobą znaczenie, tak, że tekst staje się czymś więcej niż tylko zdaniami jakiejś historii. Można te opowiastki czytać dzieciom, czytać z dziećmi, a z czasem słuchać jak dzieci czytają nam:) 

czwartek, 21 marca 2013

Ania z Zielonego Wzgórza


Autor: Lucy Maud Montgomery
Tłumacz: Rozalia Bernsteinowa
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Warszawa 1991
Liczba stron: 304
Wiek czytelnika: od ok. 10 lat






Cytat z książki
-Drogi, ukochany świat! – szepnęła. – Jakże ja cię  podziwiam i jakże się cieszę, że żyję wśród ciebie
(s. 300)






Na początek wypada przyznać się do źródła inspiracji, skąd mi przyszła chęć nieodparta na pisanie o Ani. Pojawiło się nowe wydanie Ani z Zielonego Wzgórza, w nowym tłumaczeniu, z przepięknymi ilustracjami. Przeczytałam o tym na blogu mamaczyta.pl, który lubię odwiedzać w poszukiwaniu dobrej lektury na dobranoc dla syna. Tym razem przeczytałam o Ani, i tak jak autorka bloga pisze, wróciło to wzruszenie, z jakim pochłaniało się kolejne tomy. Gdy już się dostatecznie powzruszałam, zaczęłam się zastanawiać, co takiego jest Ani z Zielonego Wzgórza, a potem w kolejnych częściach książki, że jest taka bliska, że się nie dezaktualizuje i od tylu już lat jest „książką życia” dla milionów dziewcząt i kobiet. Warto może dodać, że pierwsze wydanie Ani pojawiło się w 1908 roku. W Polsce natomiast chyba w roku 1956, a więc też już ponad pół wieku temu. Mark Twain nazwał Anię „najukochańszym dzieckiem literackim od czasów Alicji z Krainy Czarów”. I bardzo słusznie, prawda?
Pierwsze, co mi przychodzi na myśl, gdy myślę o ponadczasowości tej książki to, że niesie ona nadzieję i niegasnącą, w obliczu wszelkich trudności, radość życia. Główna bohaterka to rudowłosa sierota, która daleka jest od samoakceptacji. Nie lubi swojego koloru włosów, piegów, a nawet imienia. Śmiem twierdzić, że ta chęć posiadania innego imienia jest bardzo znacząca. Ania, która poznajemy nie jest szczęśliwa z powodu tego, kim jest, wolałaby być kimś innym. Skądś to znacie? Na dodatek otoczenie bardzo ją w tym braku akceptacji utwierdza, bo nawet płeć, jest nie taka jak być powinna. Czytając podążamy wraz z Anią niełatwą drogą do akceptowania i lubienia siebie. Okazuje się, że wady mogą stać się zaletami. To, co wyróżnia nas pozornie negatywnie, może stać się naszym atutem. Dowiadujemy się, że innych można sobie zjednać życzliwością i otwartością. I nie jest ważne, ile „głupot” się przy okazji zrobi, ile razy wystawi się może nawet na śmieszność, bo liczy się to, żeby być po prostu dobrym. 

wtorek, 29 stycznia 2013

Pan Kuleczka


Autor: Wojciech Widłak
Ilustracje: Elżbieta Wasiuczyńska
Wydawnictwo: Media Rodzina, Poznań
Liczba stron: 48
Wiek czytelnika: 3-6 lat



Cytat z książki

Tego dnia od rana słońce przygrzewało tak mocno, że chyba musiała już być naprawdę wiosna. Pan Kuleczka uśmiechnął się radośnie i otworzył szeroko okno

(s. 10, cz. Skrzydła)







Tym razem proponuję coś dla dzieci, szczególnie tych przedszkolnych. Będzie mowa o książce dla dzieci, która będzie także przyjemną lekturą dla rodzica. Już sama myśl o czytaniu Pana Kuleczki sprawia, że jakoś cieplej się robi i sympatyczniej… To jedna z tych książek, które uwielbiam synowi czytać, a on uwielbia słuchać (i komentować oczywiście). Z rozmów z innymi mamami wiem, że w wielu domach jest podobnie. I już samo to, co napisałam wystarczyłoby chyba, aby Pana Kuleczkę zarekomendować jako książkę rodzinną.
Cóż jest takiego w Panu Kuleczce, że budzi tyle sympatii u dzieci, a także u rodziców? Od jednej z mam usłyszałam, że chętnie czyta córce Pana Kuleczkę, bo w tej  książce jest „tak normalnie”. To proste określenie wiele mówi. Z pozoru mogłoby się wydawać, że jest przeciwnie.  Tytułowy bohater jest typem dość oryginalnym, niejako prowokującym sąsiadów do plotek już choćby z tego powodu że „stale chodził w muszce i w dodatku chyba codziennie w innej”. Nikt też nie wie, czym ten starszy okrągły pan się zajmuje. Wiadomo natomiast, że mieszka ze zwierzętami. Owe zwierzęta to pozostali bohaterowie książki. Nie są to jednak zwierzęta zwyczajne. Otóż pies Pypeć i kaczka Katastrofa potrafią mówić, a i mucha Bzyk-Bzyk, mimo że nie mówi, przeciętną muchą nie jest.
Jednocześnie książka przedstawia świat cudownie normalny, taki, jakiego często być może nam brakuje, pełen ciepła, życzliwości, zwyczajnych wydarzeń i spokojnego doświadczania mijającego czasu. Śmiem twierdzić, że jest to książka szczególnie cenna w dzisiejszym rozpędzonym świecie, gdzie ciągle za czymś gonimy i cierpimy na chroniczny brak wolnych chwil czy zwyczajnego odpoczynku. Pan Kuleczka ma czas… Dla swoich podopiecznych ma zresztą nie tylko czas, ale również ciepłe uczucia, ogromną wyrozumiałość  oraz cudowną umiejętność odczytywania ich potrzeb i wejścia w ich dziecięcy sposób pojmowania świata. Dla mnie osobiście to prawdziwa szkoła dobrego rodzicielstwa. A może nawet więcej. Można śmiało powiedzieć, że pan Kuleczka wie czym jest sztuka życia! Potrafi docenić to, co przynosi dzień, piękno przyrody, spokojnie przyjmować mniejsze i większe katastrofy, również te z udziałem kaczki Katastrofy czy Pypcia i Bzyk-Bzyk. Bije z niego ciepło, optymizm i postawa przyjmowania świata i innych takimi, jacy są. Tym wszystkim zaraża swoich podopiecznych oraz czytelników (małych i dużych). Gdy zasiadam z dzieckiem do lektury Pana Kuleczki ogarnia mnie błogi spokój, gdzieś daleko zostają różne niepokoje i troski. Czytam i wiem, że tak warto żyć… To znajduję w tej książce ja jako rodzic. A co mogą odkryć i przeżyć dzieci? 

środa, 12 grudnia 2012

Baśnie dla dzieci i dla domu (bracia Grimm)


Autor: Wilhelm i Jakub Grimm
Tłumacz: Eliza Pieciul-Karmińska
Wydawnictwo: Media Rodzina
Poznań 2010
Liczba stron: tom I – 496, tom II - 488




Cytat z książki
Wszystkie troski znalazły swój kres, a oni żyli razem w wielkiej radości. 
(tom I, s. 96)
           



Idąc tropem książek wnoszących do naszych domów ciepło w grudniowe wieczory, nie mogę pominąć Baśni braci Grimm. Czas przedświąteczny kojarzy mi się jakoś tak baśniowo… Bo z jednej strony to czas trudny, na dworze zimno, przyroda daje się we znaki, tym bardziej, jeśli mieszka się w domu na wsi. Ale z drugiej strony ten czas prowadzi nas do Świąt, do często najpiękniejszych chwil w roku. Urok Bożego Narodzenia wiąże się właśnie z tym zimowym zmaganiem, zmęczeniem przygotowaniami, a potem cudownym poczuciem spełnienia i błogiego wypoczynku. O takiej rzeczywistości opowiadają baśnie, po wielu trudach, pokonaniu tysiąca przeszkód, bohater odnajduje swoje szczęście.
Jest jeszcze jeden powód, dla którego Baśnie braci Grimm muszą się tutaj znaleźć. W pewnym sensie było już o nich dwa razy. Opisałam tutaj dwie książki dotyczące korzystania ze świata baśni: Bajki rozebrane oraz Cudowne i pożyteczne, więc nie pozostaje mi nic innego, jak odnieść się również do źródła. Oczywiście Baśni nie nazwiemy książką psychologiczną w dosłownym znaczeniu tego słowa, bo to coś znacznie więcej. Na tym polega wielkość Baśni, że nie dają się zaszufladkować. Mamy tu do czynienia z dobrą literaturą, dziedzictwem kulturowym, a jednocześnie z przekazem, który rozwija nas wszechstronnie, bo estetycznie i kulturowo, ale też osobowościowo. Baśnie ponadto, wbrew temu, co sądzą niektórzy, nie są lekturą dobrą tylko dla dzieci!!! Coś się takiego porobiło w dzisiejszym „nowoczesnym” świecie, że stając się dorośli, tracimy kontakt z naszą dziecięcą naturą i bawią nas już tylko horrory albo skoki bungee. Oddzielamy w sposób sztuczny ( i często szkodliwy) rozrywki dziecięce od dorosłych, nie potrafimy czytać dzieciom i bawić się z nimi. W ten sposób, nie tylko tracimy szansę na zbudowanie silnej, trwałej więzi z dzieckiem, która zaprocentowałyby w przyszłości w postaci odpowiedzialnego nastolatka a potem dobrej relacji dorosłego już dziecka z rodzicami. Zamykając drzwi do świata dzieciństwa, niszczymy część siebie i zaprzepaszczamy możliwość własnego rozwoju, a tym samym szczęścia… Ech, rozpisałam się trochę propagandowo, ale nie mogłam się powstrzymać! Po prostu, bardzo chcę Was zachęcić do czytania baśni, zarówno sobie jak i dzieciom.