środa, 12 grudnia 2012

Baśnie dla dzieci i dla domu (bracia Grimm)


Autor: Wilhelm i Jakub Grimm
Tłumacz: Eliza Pieciul-Karmińska
Wydawnictwo: Media Rodzina
Poznań 2010
Liczba stron: tom I – 496, tom II - 488




Cytat z książki
Wszystkie troski znalazły swój kres, a oni żyli razem w wielkiej radości. 
(tom I, s. 96)
           



Idąc tropem książek wnoszących do naszych domów ciepło w grudniowe wieczory, nie mogę pominąć Baśni braci Grimm. Czas przedświąteczny kojarzy mi się jakoś tak baśniowo… Bo z jednej strony to czas trudny, na dworze zimno, przyroda daje się we znaki, tym bardziej, jeśli mieszka się w domu na wsi. Ale z drugiej strony ten czas prowadzi nas do Świąt, do często najpiękniejszych chwil w roku. Urok Bożego Narodzenia wiąże się właśnie z tym zimowym zmaganiem, zmęczeniem przygotowaniami, a potem cudownym poczuciem spełnienia i błogiego wypoczynku. O takiej rzeczywistości opowiadają baśnie, po wielu trudach, pokonaniu tysiąca przeszkód, bohater odnajduje swoje szczęście.
Jest jeszcze jeden powód, dla którego Baśnie braci Grimm muszą się tutaj znaleźć. W pewnym sensie było już o nich dwa razy. Opisałam tutaj dwie książki dotyczące korzystania ze świata baśni: Bajki rozebrane oraz Cudowne i pożyteczne, więc nie pozostaje mi nic innego, jak odnieść się również do źródła. Oczywiście Baśni nie nazwiemy książką psychologiczną w dosłownym znaczeniu tego słowa, bo to coś znacznie więcej. Na tym polega wielkość Baśni, że nie dają się zaszufladkować. Mamy tu do czynienia z dobrą literaturą, dziedzictwem kulturowym, a jednocześnie z przekazem, który rozwija nas wszechstronnie, bo estetycznie i kulturowo, ale też osobowościowo. Baśnie ponadto, wbrew temu, co sądzą niektórzy, nie są lekturą dobrą tylko dla dzieci!!! Coś się takiego porobiło w dzisiejszym „nowoczesnym” świecie, że stając się dorośli, tracimy kontakt z naszą dziecięcą naturą i bawią nas już tylko horrory albo skoki bungee. Oddzielamy w sposób sztuczny ( i często szkodliwy) rozrywki dziecięce od dorosłych, nie potrafimy czytać dzieciom i bawić się z nimi. W ten sposób, nie tylko tracimy szansę na zbudowanie silnej, trwałej więzi z dzieckiem, która zaprocentowałyby w przyszłości w postaci odpowiedzialnego nastolatka a potem dobrej relacji dorosłego już dziecka z rodzicami. Zamykając drzwi do świata dzieciństwa, niszczymy część siebie i zaprzepaszczamy możliwość własnego rozwoju, a tym samym szczęścia… Ech, rozpisałam się trochę propagandowo, ale nie mogłam się powstrzymać! Po prostu, bardzo chcę Was zachęcić do czytania baśni, zarówno sobie jak i dzieciom. 
To, co piszę w odniesieniu do baśni spisanych przez Wilhelma i Jakuba Grimm, dotyczy oczywiście również innych baśni: polskich, tysiąca i jednej nocy, Andersena i wielu innych. Skupię się tu jednak na braciach Grimm, bo ich baśnie są najbardziej znane i lubiane. Poza tym są to baśnie w pełnym tego słowa znaczeniu. Twórczość Andersena na przykład nie zawsze można zakwalifikować do baśni, są to często opowiadania napisane bardzo literackim językiem. O cechach baśni pisałam przy okazji recenzji książki Cudowne i pożyteczne, więc nie będę tutaj tego powielać. Powtórzę tylko to, co najważniejsze. Baśń musi nieść otuchę, a więc pokazywać, że trud się opłaca, czasem trzeba się namęczyć ale szczęście jest możliwe. Czyż to nie jest cenny przekaz dla dziecka, które wyrusza w swoją podróż przez życie? Czyż to nie przekonanie, którego nam często brakuje i warto by było je w sobie wskrzesić– zapytam retorycznie?
Nie bójmy się zakończeń, jakie znajdujemy w Baśniach braci Grimm. Zauważyłam, że często przerażają one dorosłych, a niezmiernie cieszą dzieci. Zwracam się do dorosłych: to są dobre zakończenia! Bohater, który odbył swoją (często dosłownie) trudną drogę z szeregiem przygód, przeszkód, wiele razy przeżywał strach, a nawet musiał bać się o swoje życie, otrzymuje zasłużoną nagrodę: miłość, królestwo, skarby, a przede wszystkim żyje długo i szczęśliwie. Natomiast wróg (np. zła macocha) otrzymuje zasłużoną karę, ginie w większych lub mniejszych męczarniach. W baśniach nie chodzi o promowanie okrucieństwa, jak mogłoby się wydawać, a jedynie o sprawiedliwość i poczucie bezpieczeństwa tak ważne dla rozwoju dziecka. Ten, który zagrażał bohaterowi, ginie, a więc przestaje stanowić niebezpieczeństwo i to jest najważniejsze. Stąd właśnie radość dzieci słuchających zakończenia baśni. 
Czytajmy Baśnie, dajmy się ponieść tworzonemu przez nie nastrojowi. A jeśli mamy dzieci, korzystajmy z ich dziecięcej mądrości, nieskażonej jeszcze nadmierną socjalizacją. Niech będą naszymi przewodnikami i jeśli trzeba, to przeczytajmy daną baśń po raz dwudziesty piąty, widocznie jest w niej coś szczególnie cennego. Dzieci często proszą o powtarzanie ulubionej bajki wiele razy, a nas dorosłych to nudzi i oponujemy, że przecież już to czytaliśmy. Cóż, to dzieci mają rację...
Jeszcze tylko jedna mała uwaga. Szczególną wartość mają baśnie w wersjach jak najbliższych oryginałowi. Nie dajmy się zwieść wersjom zbanalizowanym, często wręcz kiczowatym, ugładzonym według „widzimisie”  tłumacza czy wydawcy. Polecam pełne dwutomowe wydanie z wydawnictwa Media Rodzina Baśni dla dzieci i dla domu. Nie ma tam co prawda kolorowych ilustracji, ale za to nie ma też żadnych cięć! Dla tych, którzy jednak chcą pójść na mały kompromis z przyzwyczajeniem do świata obrazków, proponuję Baśnie braci Grimm tego samego wydawnictwa zawierające wybór 50 baśni z pięknymi ilustracjami Adolfa Borna.
           Zapraszam do wejścia na nowo w świat Kopciuszka, Śnieżki, Roszpunki, Czerwonego Kapturka czy Paluszka albo Jasia i Małgosi. Zachęcam też do odkrycia baśni może mniej znanych, ale także pięknych i wartościowych. Mojego syna zafascynowały na przykład Żabi król, Braciszek i siostrzyczka, Trzy piórka, Duch w butelce, O wilku i siedmiu koźlątkach, Śnieżynka i Różyczka albo Królowa pszczół. Dwa tomy zawierają w sumie dwieście opowieści, które nie pozostawią nas obojętnych na ich głęboki przekaz.



6 komentarzy:

  1. Witam :)
    Ponieważ siedzę głęboko ostatnio w świecie baśni, co wieczór przenosząc się w inny świat wraz z moimi pociechami (głównie 5-letnią córką) i pomimo iż, wiem, że nawet okrutne momenty jak wrzucanie baby jagi do pieca są momentami oswobodzenia i oczyszczenia i nie należy ich pomijać, to czytając ostatnio np. Pies i wróbel, Grimmów naprawdę zastanawiałam się czy odczytywać dziecku dosłownie to co jest napisane m.in. jak to wróbel wydłubał oczy koniowi (który nota bene był zupełnie niewinny żadnego przestępstwa!) i żona woźnicy uderzyła go czymś metalowym w głowę tak, że woźnica zmarł.
    Chodzi o to, że w wielu mniej popularnych baśniach Grimmów język jest bardzo bezpośredni, dla mnie nawet zbyt dosłowny i nie wiem, czy dziecko może takich bajek słuchać.

    Jest też wiele kontrowersyjnych kwestii. Ostatnio nie wiedziałam, jak wytłumaczyć córce, dlaczego matka "Głuptaska" (bodajże w Złotej Gęsi) dała synowi chleb, a innym braciom ciasto - jak to możliwe, że matka go nie kochała tak samo jak innych? Nie wszystkie też mają szczęśliwe zakończenie (dlaczego syrenka zamieniła się pianę morską, a książę nie chciała jej pocałować - na to też nie umiem odpowiedzieć dziecku...)

    Często się zastawiam czy te bajki (zwłaszcza te mniej znane) są w ogóle skierowane do dzieci, a przyznam, że te "piękniejsze w dziecięcym wydaniu" po prostu się nam oczytały...

    Oczywiście nie mogę się zwracać z każdym "baśniowym" pytaniem, które zadaje ciekawska świata pięciolatka, ale zastawiam się czy warto czytać wszystkie baśnie, czy lepiej może niektóre odrzucić i poczekać, aż dziecko trochę dorośnie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, jak napisałam, baśnie nie są lekturą tylko dla dzieci i może powinnam dodać, że czasem są to opowieści mocno "dorosłe". Sama się zastanawiam czasami nad tym czy cenzurować to, co czytam, bo na pewno są baśnie takie dla młodszych i takie dla starszych. Większość jest jednak naprawdę uniwersalna, po prostu inne treści z tej samej baśni przyjmie dziecko 5-letnie, a inne 10-letnie. Te, w których bohaterami są zwierzęta, są chyba paradoksalnie najbardziej dorosłe... Myślę, że warto czytać w zgodzie ze sobą. Jeśli jakaś baśń nie chce Ci przejść przez gardło, to ja pomiń. Niech czytanie będzie przyjemne dla obu stron:-) U mnie najlepszym cenzorem jest sam syn. Kiedy ewidentnie nie rozumie tego, co czytamy albo zaczyna się nudzić czy denerwować, proponuję coś innego. No i, co najważniejsze, są baśnie które czytamy "w kółko" i takie, które przeczytaliśmy raz i więcej do nich nie wracamy!

      Bardzo zachęcam cię do lektury Bajek rozebranych (gdzie autorki rozprawiają się na przykład z baśnią o Syrence - choć to akurat z Andersena)i do cudownej książki Berttelheima Cudowne i pożyteczne (tam z kolei sporo o miłości rodzicielskiej, która nie koniecznie dzieli po równo, nawet jeśli rodzicom się tak wydaje). Obie opisałam.

      Może jedno zdanie na ten temat: dziecko często podejrzewa rodziców o nierówne traktowanie i nawet jeśli nie jest tak obiektywnie, to dla dziecka liczy się jego rzeczywistość subiektywna. Dzięki baśni, w której gorzej traktowane dziecko zwycięża, dziecko otrzymuje przekaz, że to gorsze traktowanie to nie koniec świata i wszystko może się dobrze skończyć. To tak w wielkim skrócie.

      Dziękuję za obszerny i wnikliwy komentarz. Po to właśnie uruchomiłam tego bloga!
      Pozdrawiam i zapraszam do częstego odwiedzania:-)))

      Usuń
  2. Piękne bajki:) Czasami trochę brutalne..ale każdy maluch musi znać:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, warto zaznajamiać dzieci z baśniami, oczywiście z uwzględnieniem ich wrażliwości ;)

      Usuń
  3. A ja mam pytanie (bo "czaję się" na to wydanie) - czy baśnie faktycznie są tłumaczeniem pierwotnych oryginałów (z całą ich brutalnością tj gwałtem na śpiącej królewnie czy też striptizem i kanibalizmem czerwonego kapturka) czy to mimo wszystko poprawiona wersja (póżniejsza) gdzie są już szczęśliwe zakończenia? Mam w domu oryginalną książkę wydaną w 1985 roku ale to już wersje poprawione, może nie tak lukrowe jak obecnie ale też nie mające wiele z pierwowzorem... A to mnie nie interesuje bo to już znam :) Proszę o odp. tu na forum, będę zaglądać! Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spodziewam się, ze znasz odpowiedź... To są baśnie dla dzieci i dla domu - również dla dzieci! Swoją drogą nawet jeśli istniały wersje opowieści z obszaru zaburzeń seksualnych, nie znaczy to, że to właśnie te wersje są oryginalne!
      Poza tym wyraźnie napisałam, że prawdziwa baśń niesie otuchę, wiec dla głównego bohatera musi skończyć się dobrze.

      Usuń