niedziela, 1 czerwca 2014

Ciężarna dziewica. Proces psychologicznej przemiany


Autor: Marion Woodman
Przekład: Anna Gralak
Wydawnictwo Znak
Kraków 2006
Liczba stron: 268



Cytat z książki
Jeśli nie znam siebie, nie mogę siebie pokochać, a jeśli siebie nie pokocham, miłość do innych prawdopodobnie jest projekcją mojej potrzeby akceptacji .  (s. 31)
           

W ostatnim czasie recenzje dotyczyły głównie książek czytanych przeze mnie na bieżąco, często były to nowości. Tym razem wracam do książki, z którą po raz pierwszy zetknęłam się ładnych kilka lat temu. Była to dla mnie kontynuacja zgłębiania obszarów, które odkryłam dzięki Biegnącej z wilkami. Na marginesie, od recenzji Biegnącej z wilkami rozpoczęłam prowadzenia tego bloga. Już wtedy zastanawiałam się, czy nie napisać również o Ciężarnej dziewicy. Hmm… trochę mi to zastanawianie się zajęło!
I nawet teraz, planowałam ten wpis w okolicach Dnia Matki. Też się jakoś przesunęło. Będzie na Dzień Dziecka. Ale właściwie, może to nawet lepsza okazja! Bo w książce o proces dojrzewania wszak chodzi. O to, by swoje „wewnętrzne opuszczone dziecko” pokochać. By z poczwarki stać się motylem. By stać się sobą.
A skąd moje zwlekanie? Z powodów kilku. Ciężarna dziewica nie jest książką łatwą. Autorka, podobnie jak Clarissa Estes, jest analityczką jungowską. W związku z powyższym w książce roi się od archetypów, rytuałów, analiz projekcji itp. Marion Woodman pisze jednak językiem mniej, jak dla mnie, logicznie uporządkowanym, trochę przypomina to momentami wolne skojarzenia. Trzeba mieć pewne zacięcie i  choćby podstawy wiedzy z zakresu psychoanalizy, poglądów Junga, aby przez książkę przebrnąć. Chyba też w większym stopniu autorka korzysta z tez klasycznej psychoanalizy, co z kolei dla wielu osób może być kontrowersyjne. 

Mimo tego postanowiłam Wam jednak o Ciężarnej dziewicy, bo dla mnie osobiście książka ta miała i ma swoje znaczące miejsce w poznawaniu siebie.  Czy macie ochotę na tego typu lekturę – sami zdecydujcie.  Ja za zasługę numer jeden niniejszej pozycji uważam lepsze rozumienie świata snów. W Biegnącej z wilkami mamy motyw baśni, opowieści. Tutaj autorka pokazuje pracę ze snem. Dla mnie, bezcenne, nawet jeśli momentami zaskakujące, może z lekka kontrowersyjne albo niezrozumiałe. Cóż, ciągle widać jestem w drodze. Również pojęcie rytuału stało się mi bliższe dzięki tej książce. Choćby dla tych dwóch kwestii uważam książkę  za wartą przeczytania.
Spotkałam się z zarzutem, że Ciężarna dziewica odnosi się głównie do osób z zaburzeniami odżywiania. Według mnie ten zarzut jest nieuprawniony. Fakt, swoją argumentację autorka opiera często o przykłady kobiet otyłych, czy z anoreksją. Uważam jednak, ze treść książki, wizja rozwoju, jaką rysuje przed czytelnikiem autorka, może dotyczyć każdej, a może i każdego z nas.  Bo to książka o „odkrywaniu kobiecej świadomości, bez której nie mogą się obyć także mężczyźni, a nawet całe społeczeństwa”. Co do treści, to nie będę streszczać jej tutaj, bo to jest książka którą trzeba przeczytać samemu. Nie jestem pewna czy moja treść, którą wyczytałam z Ciężarnej dziewicy byłaby treścią kogoś innego.
Zapraszam do lektury, najlepiej po uprzednim zapoznaniu się z Biegnącą z wilkami (będzie trochę łatwiej).

2 komentarze:

  1. Z wielką uwagą czytam Twoje bloga. Jest to związane z tym, że również jestem "psychologiem czytaczem" :) Interesuje mnie, jeśli możesz odpisać, w jakim nurcie pracujesz? :)
    A co do "Ciężarnej dziewicy" opis wydaje się interesujący, tylko jako psycholog, który od 5 lat uczy się myślenia systemowego, nie wiem czy dam radę przebić się przez psychoanalizę :P
    Ostatnio byłam na szkoleniu, które prowadził terapeuta psychodynamiczny - rozumiałam go, ale było to dla mnie trudne do przyjęcia :] Może jak kiedyś Ciężarna wpadnie mi do ręki to spróbuję się z nią zmierzyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za to, że gościsz na moim blogu:) Ja akurat korzystam z literatury psychodynamicznej (niekoniecznie klasycznie psychoanalitycznej) chętnie, choć w pracy najbliżej mi do humanistycznej. Siłą rzeczy, w terapii uzależnień, sporo korzystam też z nurtu poznawczego. Przemawia do mnie analiza transakcyjna. Jak widać do radykalizmu wyznaniowego w psychologii dość mi daleko... Dla mnie ważne jest rozszerzanie sobie spojrzenia, wiec jeśli chodzi o czytanie, to właściwie na wszystkie nurty jestem otwarta, co nie znaczy że bezkrytyczna:) A jeszcze, co do psychoanalizy i jej pochodnych, to mam poczucie pewnej głębi w rozumieniu człowieka, której innym nurtom brakuje. Dlatego czytam, choć czasami mam oczywiście poczucie "przegięcia".
      Pozdrawiam:)

      Usuń