środa, 28 stycznia 2015

Optymizmu można się nauczyć

Autor: Martin E.P. Seligmann
Przekład: Andrzej Jankowski
Wydawnictwo Media Rodzina (dziękuję za egzemplarz)
Poznań 2010
Liczba stron: 448






Cytat z książki
Teraz masz wybór. Jeśli nauczysz się optymizmu, będziesz mógł korzystać z jego technik wtedy, kiedy będzie Ci to potrzebne, bez popadania w jego niewolę.
(s. 424)
           





Martin Seligmann, guru psychologii pozytywnej, gości już drugi raz na tym blogu. Po tym, jak zachęcałam Was do lektury Pełni życia, jasne stało się dla mnie, że nie sposób nie wrócić do książki najbardziej znanej w dorobku autora. Optymizmu można się nauczyć to lektura podstawowa dla wszystkich zainteresowanych pozytywnym patrzeniem na życie, wyjściem z pesymizmu i depresji.
Dawno już temu zetknęłam się z tą książką i wywarła na mnie wtedy duże wrażenie. Dziś może stałam się trochę bardziej krytyczna, ale tutaj moja pozytywna opinia zostaje. Choć nie wyobrażam sobie pracy z ludźmi tylko w oparciu o techniki poznawcze, to trudno tak naprawdę z nich nie korzystać. Praca nad destrukcyjnymi przekonaniami na przykład na dobre zadomowiła się zarówno w obszarze terapii jak i edukacji, szkoleń.
Zaczęłam od moich poglądów, ale może warto byłoby trochę przybliżyć treść książki. W części pierwszej autor przedstawia drogę do ukonstytuowania swoich poglądów na kwestię optymizmu – pesymizmu i depresji. Dowiecie się sporo o tym, w jaki sposób uczycie się być bezradni, zrobicie sobie test na określenie stylu wyjaśniania, czyli ile w Was optymizmu i pesymizmu. Możecie też sprawdzić czy jesteście w depresji. 
W części drugiej Seligmann pokazuje jak się ma optymizm i pesymizm do różnych sfer życia, na przykład pracy, szkoły czy zdrowia. Sporo miejsca poświęca dzieciom, którym też pomożemy się przyjrzeć pod katem stylu wyjaśniania i prawdopodobieństwa występowania depresji.
No i wreszcie część trzecia: praktyka! Tutaj znajdziecie cały szereg podpowiedzi, jak zmienić swój styl wyjaśniania, aby był dla Was bardziej korzystny, a także jak pomóc w tej kwestii dzieciom. Warto podkreślić, że autor nie namawia do „patologicznego” optymizmu. Rozważa sytuacje, gdy jest on wskazany i gdzie może nas zgubić. To uważam za bardzo cenne. No, ale jakże miałoby być inaczej, Seligmann jest racjonalny do szpiku kości.
Rozdział ostatni przekonał mnie do całej książki najbardziej, bo tam bardzo poznawczy Seligmann pozwala sobie na zejście ze szlaku i poszerzenie perspektywy. Ot choćby takie zdanie niech będzie dowodem: „życie, którego jedynym celem i sensem istnienia jest ono samo, jest ubogie i jałowe” albo „jednostka, pozbawiona stroju ochronnego, jakim są wartości ponadczasowe, jest bezbronna wobec depresji”. Dla mnie z tego wynika jasny wniosek, że sama praca nad zmianą swoich przekonań, sposób wyjaśniania trudnych sytuacji, nie wystarczy, choć może być ważnym obszarem pracy.

No to do pracy rodacy, bo pesymizmu w narodzie u nas dużo. Mamy co robić! Czy ktoś się poczuł wywołany do tablicy?

5 komentarzy:

  1. Ja to raczej smutas jestem...
    Przydałyby mi się korepetycje z optymizmu :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Życzę wyboru dobrego korepetytora:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Choć cenię Seligmanna to optymizm nie jest mi obcy :) Więc odpuszczę tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawa recenzja.po wypowiedziach Pani na temat innych książek widać że emanuje Pani energią.Sięgnę po lekturę.Mam typowy syndrom wyuczonej bezradności (przemoc domowa,nieuzasadnione zwolnienia itd).Może pomoże wyrwać się z klatki;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. gdzie to kupić? nigdzie nie ma...

    OdpowiedzUsuń